Kotwielka dama tańczy sama

niedziela, 15.stycznia.2012, 23:45


to się nie dzieje naprawdę. to tylko moja sztuka. uczę sie ciągle na nowo już dawno wykutej roli. publiczność, wedle uznania, przyklaśnie. komedia skończona. tak jak skończona jest moja wyobraźnie, przykro jest się o tym przekonać. nie wolno tego pokazać na scenie. muszę być uwielbiona, musi być połechtane moje ego, mój geniusz, całe, uporczywie przemyślane formułki. wszystko jest nienaganne, perfekcjonistka w każdym calu, rola pierwszoplanowa, pierwsze skrzypce, to ona zagra, a oni do tego zatańczą, tak, tak to odbieracie, tak to macie odebrać. piękna twarz, piękny strój, to wszystko jest takie piękne.
jak przyjdzie co do czego to kończę nagusieńka w cholernie ciasnej garderobie i płaczę, bo nie tak chciałam, bo nie tak sobie wymarzyłam. zmywa się makijaż, czerwone główki przewiercają się do czaszki, czewone wino rozlewa się na czerwone papierosy. 
bledniemy. 
muszę być teraz aktorką.



bełKOT




Kotdach na skrzypku/nad głową

poniedziałek, 21.listopada.2011, 23:12


czworościenny stan przejściowy między domem a domem
tylkowylęgarnia monstrualnych, fluoresencyjnych ilumiacji

nawet z zatrzaśniętymi źrenicami

antyforma na treść, antytreść na formę
wspólny mianownik z tym, co być ze mną powinno
i niepodległość w wypalaniu papierosów

choćby jeden po drugim
choćby jednym tchem


i co z tego.

przecież inaczej się marznie przez niechlujnie zapchaną szalikiem dziurę
czy stojąc pod drzwiami ze skostniałymi kikutami palców niemogących pomieścić klucz
na minus pięć
a inaczej zasypiając w przejściu ze szczękająco-wykrzywionymi policzkami.

senne rozmowy połykają węzły ciasnoupakowanych godzin
ktoś szczelniej otula mnie kocem o 4 nad ranem

ktoś zasypia z brodą opartą o moje czoło

i wcale a wcale nie znika pod ciężarem opuchniętych powiek.

















dużo się uczę ostatnio. nie tylko na 9 grudnia. i kończe z palcem w gębie, notorycznie zapominając szczoteczki do zębów.



bełKOT




Kottylko

wtorek, 8.listopada.2011, 18:51


Dogasły, ostatnie już, czerwone świeczki w niby-popielniczce z wczoraj. Zostało ciepłe łóżko, o jedno więcej wgniecenie w nim, brudne talerze i zaschnięte kubki.


Wspólna kołdra, wspólne śnienie, wspóle spanie, wspólne bycie nie przychodzi na pstryknięcie palcami, i Ty o tym wiesz. Ja zapominam kiedy przebudzam się z gorąca i widze Twoją twarz wtuloną w moją poduszkę. Tuż obok mnie.





to całkiem inny świat.



bełKOT




Kotyufvrtfdrtd

niedziela, 6.listopada.2011, 22:58


potrzebuję jakiejś nagłej nieskonczoności

która w tym wyścigu szczurów zdmuchnie mi papierosa
dwa
ewentualnie dwadzieścia.



bełKOT




Kottak naprawdę to nie istnieje

poniedziałek, 31.października.2011, 12:30


piękny październik, co chadza bez majtek
pięknie zażółcona cuchnącym rozciągniętym swetrem jesień
aż po brzegi
wypełniam wannę
topię się,
w-tur(nie)kus'ie kawy
nagość gnije
w bezpłciowości
wzorzastej zieleni
jesienią

jestestwo jest
byłych bywa za dużo
jak za dużo czasu
nie mam
mało też nie.



bełKOT




Kotb.t.s.

piątek, 26.sierpnia.2011, 23:58


mam tu lublin. mam tu lublin centralny, mam tu cienkie ściany pełne cudzej wrażliwości, mam echo pełne muzyki i głowę pełną eksportowanych myśli. jeśli w to wejdziesz, będziesz rzygać na siebie samego i na mnie każdą chwilą, kiedy ktoś lub coś będzie próbował włączyć twoją wrażliwość.



bełKOT




Kotleniwy wąż w głowie mej

czwartek, 18.sierpnia.2011, 02:50


tracę wszystko w trzy piosenki Iluzji
cyferki powoli uciekają spod stóp
gubię skarpetki w nieswoich łazienkach
a Ty
przychodzisz, odchodzisz
a ja
nadziewam pościel wątpiwościami
które nie chcą wsiąkać
mięknąć nawet.

wystarczyłby welon z papierosowego dymu
słono-gorzki smak po winie mentalny
zgęstniały
chłód odbity na mokrych plecach
szaleństwo jak neonowy szyld w fosforyzujących tęczówkach...

wystarczyłby
na pewno
bardzo.



bełKOT






gubisz się w zakątkach mego ciała
tak idealnie wyglądasz w mojej pościeli
plączę słowa, zapominam znaki, symbole, treści
jątrzę się w przestrzeni łatwopalnej



co z tego, skoro jutro Cię już nie będzie
umieraj dziewięć razy patrząc w okno na korytarzu
gdy odjeżdżasz



bełKOT




Kot12 - I'll take you like only I can

poniedziałek, 8.sierpnia.2011, 00:51


5 [słownie: p i ę ć] dni w ciemnym pokoju
deszcz prowokuje sny różne bardzo
szarości, ale
w lodowate wnętrze wlał się ciepły płyn
zobaczę Cię znów

 




bełKOT




Kotwybacz mi, Ojcze, albowiem zgrzeszyłam...

środa, 3.sierpnia.2011, 23:27



...po tym jak sprowadziłam niewyżytego Amerykańca do mieszkania, to wpadłam w stan upojenia alkoholowego, rozebrałam się i wykąpałam w wannie z dwiema kobietami, po czym zasnęłam w objęciach kolejnej o 4 nad ranem, a o 10 obudziam się w ramionach jednego z niegdysiejszych wielu. Przepraszam szczerze, chociaż właściwie... wesołych świąt! [krótka rozprawka o dniu kolejnym]








Ewentualność Naznaczona Smutkiem.
twardnieje powłoka
w dłoniach roztapiają się butelki
w łóżkach ludzie
w oczach wiadomości


fizjonomia spływa po blacie z czarnymi kroplami.
przezroczystą uczuciowość nakłuwa ostrze braku. lapidarne pozdrowienia ze sklepu z marionetkami, na których ciałach dymią się powbijane knoty, zdmuchnięte pędem odległości.





bełKOT




Kotna trzy

wtorek, 19.lipca.2011, 21:13




żrąca substancja w najtwardszej skorupie na świecie


na której kruszą się zęby


trwamy w tym


to nasz najcięższy grzech






bełKOT




Kotalter ego Kota

piątek, 24.czerwca.2011, 23:39


My, zimni skurwiele nie trzymamy sie razem. Każdy z nas omija lustra, panicznie boimy się swojego wizerunku. Żeby tylko nie spotkać po drugiej stronie ślepi tego stwora, który podszywa się pod nasze ego, karmi się - niech to, jak to możliwe - zaistniałą porażką. Bo niemożliwe jest, by moja twarz była tak przeorana smutkiem, złością. Nie wierzę, że jest spalona jak ziemia hiroszimy, dziurwa jak stare, połatane ulice, stratowana jak pogorzelisko, nie wierzę. Unikam (właściwie unikamy, choć jak siebie widzimy, naraz zmieniamy kierunek, jakbym była czarnym kotem, który przyniesie nieszczęście) unikam brzydoty, jestem estetką, perfekcjonistką w każdym detalu, znam piękno, jestem jego częścią. Bo to co innego niż chłód lustra, lód osadza się na zwłokach duszy, zimniejszej niż stal. Ja, na evereście barykad, gotowa przyjąć wszysko, co świat ma do zaoferowania. Sprytna i genialna, upita, choć nie pijana, ze srebrem na szyi, choć bez grosza przy duszy. Puls ponad normą, bo wtedy zaczyna się życie, świat wiruje, komory migoczą... a życie zamienia się w mit, dla potomnych, "ach jaka ona była!". Egoistka.
Wszyscy umrzemy, na marskość wątroby, aids, raka płuc.
Nienarodzone dzieci zabite syfilisem.
Roztrwonione majątki.
Mogiła.
Co za różnica.
Zostaję oceniana z perspektywy jakiejś tam emocjonalnej i nie obchodzi mnie, czy znajdzie się choć jeden plus na tym cemntarnym lesie krzyży, bo teraz żyję i dbam o siebie, czy jest w tym coś złego?
Znajdę Cię, przejrzę na wylot i obedrę ze skóry. Nie ukoję Twojego bólu, nie ulżę w Twoim cierpieniu. Nie czekaj na darmo. Nic u mnie nie zyskasz. Złamię Ci serce, bez przeprosiń, bez tłumaczeń, bez wymówek. Ile jeszcze upokorzeń zniesiesz bracie, zanim zrozumiesz, że tak trzeba?


Zostajemy  w kontakcie. Dla Ciebie mogę wywlekać zawartość mego chorego łebka, chociaż edytor notek doprowadza mnie do szaleństwa.



bełKOT




Kottrzy, jeden za dużo

sobota, 18.czerwca.2011, 13:31


Emocje pęcznieją w brzuchu od tych płomyczków, słuchawek, literek...Zjada mnie głód, wypełnia nadkwasota? Bo 50 ( słownie PIĘĆDZIESIĄT) procent z 5 gram śpi jak to piszę. Wiem, że śpi. Każda sylaba spada jak topór na głowę skazanego, każde słowo ma bagaż zawierający materiały łatwopalne. Gdzie nie strzelisz... Tak więc, choć nie spożywam, jestem wypełniona... pustką.( 1:0:1 ) nie wybieram, a decyzje innych jak igły po heroinie. Ostrzegałam, że zamieniłam się w pęcherzyk HCl, podejdźcie bliżej, to was serdecznie obmyję pękając, bo juś nawet dzieci wiedzą, że igiełki przebijają baloniki... o nie!
jednak napisałeś. Czyli nie śpisz. Już.
Poczułeś?
Śpij, nie chciałam Cię zbudzić, więcej o Tobie,
postaram się,
cholera jasna,
nie myśleć,
nie chce Cię budzić...
Jeśli moje słowa, najmniejsze, jeśli mają jakieś znaczenie. To weź choć atom mnie, powinnam być obok!
Nie chce, dlaczego nie chcenie nie ma takiej siły jak chcenie? przecież podobno jak się chce, to tak jest.
To ja chce, żebyś teraz, tu
zgubił na moim policzku czas.



bełKOT




Kottake it or leave it

czwartek, 16.czerwca.2011, 12:17




dyndu dyndu dyndu
podyndaj ze mną nogami na parapecie czwartego piętra szkoły katolickiej
o godzinie 01:05 zupełnie bez niczego
z papierosem tylko.
gorąca, czerwcowa noc gryzie się z odległością od ziemi.

powiedziałabym Ci wtedy
ze masz usta jak dawkę morfiny
i chude nadgarstki
najpiękniejsze na świecie

powiedziałabym
ale nie powiem
nie dziś
i nie jutro

bo to nie zmienia nic a nic
cóż.
gorąca, czerwcowa noc też gryzie się z odległością od ziemi
na parapecie czwartego piętra.





bełKOT




Kotnie.waż.kość.

sobota, 30.kwietnia.2011, 17:29



Czy to nie byłoby chamskie?


Budzisz się. Czujesz nieważkość całego ciała. Albo raczej nie czujesz ważkości swojego ciała. Pytanie "Jak się pani nazywa?" rozdziera powietrze, świdruje czaszkę, wprawia w drgania powieki, które powoli otwierasz. Przed sobą, jak we mgle, widzisz chłopaka z mikrofonem w ręku. Czasem jakieś błyski, które chyba nawet pojawiły się wcześniej, niż owy mężczyzna. "O! dziennikarze!" - myślisz. "Flesze!". Powoli próbujesz spoić myśli w jedną całość. Fakty są następujące: dziennikarze przyszli przeprowadzić z tobą wywiad, a ty masz epickiego kaca. Kurwa! Tak czy owak zyskasz sławę, a już na pewno jakąś gaśnicę, do ugaszenia kaca i - jak dobrze pójdzie- numer do sympatycznego faceta.


Nic z tego.
Druga fala myśli, ta, która zazwyczaj dociera głębiej i dużo bardziej boli, mówi ci, że jest zupełnie inaczej. Szczegóły się zczepiają, wolniej niż przy teorii z kacem (chociaż w głębi serca chciałabyś mieć epickiego kaca, uwierz mi na słowo). Nagle oprócz ładnej twarzy chłopaka z mikrofonem zaczynasz zauważać inne aspekty otoczena. No, i boli cię całe ciało, przeguby, głowa, zdrętwiałe palce. Za chłopakiem są drzewa, wysokie i nagie. Jest jesień. Nie kładłaś się spać przypadkiem na wiosnę? Zresztą. To może ciągle jest sen. Ewentualnie koszmar. W każdym razie jest jesień. Jest pochmurno. Jest czarny długi, czarny płaszcz - jest zimno? Nie czujesz. Świat się powoli wyostrza, jak przy naciśnięciu do połowy spustu migawki twojego aparatu. Przestajesz słyszeć pytanie o nazwisko. W ogóle nic nie słyszysz. Zdajesz sobie sprawę, że leżysz  na suchych i pożółkłych liściach. Próbujesz podnieść głowę, zobaczyć co się dzieje, ale nic z tego, ta opada z powrotem na ziemię. Nie czujesz uderzenia. Nie czujesz chyba nic, widzisz tylko chłopaka. Nawet ból minął.


Powiedz coś w końcu, idiotko!
- Kim jestem? - przez zaschnięte gardło zadajesz najgłupsze pytanie, jakie tylko jestem w stanie sobie wyobrazić, tobie wyobraźni tej najwyraźniej brakuje, ale ja jestem narratorem i rozumiem twój błąd.


- Ja się pani pytam! Jak się pani nazywa? - czytasz z ruchu warg, kiedy nagle uświadamiasz sobie, że słyszesz. Całkiem głośno i całkiem wyraźnie.


- Po co ci moje nazwisko? - powiedziałaś już, jak się tobie wydawało, całkiem zdrowym głosem, lekką, seksowną
chrypą, mając w wyobraźni wcale przyjemny wieczór z chłopakiem.
- Musimy powiedzieć, że zginęła pani w wypadku! Jak pani ma na nazwisko?!


Czy to nie byłoby chamskie?





bełKOT




Kot?

sobota, 12.lutego.2011, 15:14


za ile
za darmo
za chwilę
za jakiś czas
za słowo
za rzecz
za osobę
zaraz


zabiję
zamknę
zatuszuję
zapomnę


zapamiętam
zadrwię
zakończę
zasnę
zatęsknię
zasmucę
zadepczę
za za
za nic
zastanowię się
zapewne
NIE.


 


______________________________________________________________________


pozdrawią panią, która zatęskniła za kotem. jakiś błąd w komentarzach u pani się wkradł, napisać nie mogę.




bełKOT




Kotkotów kat

czwartek, 10.lutego.2011, 22:48


Halo Centralo
kocham Cię
to znaczy nie (może udaję, bo chcę mieć usprawiedliwienie)
Halo, chyba coś przerywa (wiem, że to ja, mógłbyś subtelnie się jej pozbyć)
Dosyć żenady scenicznej (kupiłam Ci bilet, zaraz masz samolot
ale nie chcę o tym wiedzieć)




bełKOT




Kotballantine's

poniedziałek, 20.grudnia.2010, 12:26


Ballantine's i chyba daję spokój.



zimno. lodowato.
mam przejmująco gładkie wargi, wiesz?

wiesz...



bełKOT




Kotbad trip, negative creep

wtorek, 2.listopada.2010, 11:37


Otwieram oczy, powoli rozwieram powieki, oślepia mnie światło, czuje jak łzy powoli przesuwają się po policzkach. Leżę na betonowej podłodze, zanurzona w kałuży krwi. Kto krwawił?
Dookoła mnie porozrzucane rzeczy, porwane kartki papieru. Twarz brudna od łez, ciało brudne od potu, w ustach posmak żółci. Czuję puls, żyję. Biały pokój, okno zasłonięte, zalepione emocjami, nadziejami i głupotą, rozglądam się, obok mnie odrysowana białą kredą twoja sylwetka. Wiem że Twoja.
Wkurwiona do granic wytrzymałości, zaciskam pięści aż staną się białe, a wtedy miażdżę kostki o ścianę, ale to też bez sensu, rękoma granic nie rozwalę, a pokonanie choć jednej cegły bezsilności, słabości, wad, marazmu, lenistwa, braków, byłoby godne upamiętnienia pomnikiem. Lecz zamiast pomnika, co najwyżej, krzyż zrobię. Poczuj to, wyryję paznokciami na gołej ścianie krzyż, wypełni go moja krew, tryskająca spod pękających paznokci, co jeszcze bardziej utwierdzi w nietykalności całe zło skumulowane wokół mnie. Nie rozwalam tej ściany, ja po prostu wychodzę. Pociągam za klamkę, na której nie jeden z was zawiesił życie, bo na krześle trzymacie się jedynie przez miękkie kolana, wypełniony strachem, aż nie da przełknąć śliny i to nie przez węzeł na szyi, to przez węzeł na sercu, to przez węzeł na kieszeni. Spierdalam stąd, wychodzę z bramy, idę środkiem ulicy, mijam bloki, na skrzyżowaniu nie rozglądam się czy coś jedzie. Prosto, mam pierwszeństwo. Wychodzę, mijam ludzi uciekających z miejsca do którego się wybieram. Jak szczury, które wyczuły zagrożenie. Rozdeptuję was, wgniatam wasze połamane kręgosłupy w słabą nawierzchnie polskiej rzeczywistości, wasze mózgi(!) mam na podeszwach, czuję wasz pisk, słyszę wasz strach. Drżyj.
Przede mną znak, nakaz skrętu, skrzyżowanie. Czuję pod nogami kamienie, buty znikają z moich nóg, cierpienie wyzwala złość, czuję w żyłach nienawiść, wychodzi z trzewi, przenika mnie całą, jest coraz wyżej. Serce pompuje czyste zniszczenie. Twarz robi się czerwona. Czuję, że to koniec, nienawiść zagnieździła się w mózgu. Wyjmuję z kieszeni zawinięty w jedwabną chustę rewolwer. Odliczam cztery naboje, przyglądam się przez chwilę sobie w refleksach powstałych na wypolerowanej powierzchni naboju. Wkładam je do magazynka. Patrzę ostatni raz w Twoje źrenice, chce mieć zawsze tę przezroczystą czerń przed oczyma- więc je zamykam. Daję Ci rewolwer, wiesz co z nim zrobić, jesteś tutaj ze mną, czujesz to samo, to koniec podroży po krainie kłamstwa. Czuję Twój pot, wiem że się boisz. Nie boj się, tak musi być. Oczyma wyobraźni łapię Cię za dłoń, wiem że w tym momencie przyciskasz metaliczną, czarną lufę do serca. Wskazujący palec lekko drży, ostatni oddech. Kocham życie. Zaciskasz palec na spuście. Czuję na sobie ciepłą ciecz, unosi się zapach krwi. Nie ma huku, nie ma błysku. Głuchy dźwięk upadającego na kolana, zmęczonego ciała. Rozwieram Twoje palce, wyjmuję broń, celuję w Twoje ja, w głowę. Strzał.
Teraz moja kolej. Wiesz co zrobię. Dwa naboje, jeden zostanie, nie dam sobie sam rady. Jeśli ktoś będzie przechodzić obok, śmiało.
Mózg czy serce, mózg czy serce, MÓZG CZY SERCE?!
Raz... Oddech, jeszcze oddycham, spokojnie.
Dwa... NIE PANIKUJ, tak musi być, oddychaj, albo nie musisz, to już bez sensu, przecież wiesz.. KURWA teraz się nie poddasz! Weź się kurwa w garść, nic nie znaczysz, jesteś tylko kurwa statystycznym nic, TRZYMAJ KURWA TEN PISTOLET! ŁAP ZA SPUST! KURWA JESTEŚ NIKIM! JESTEŚ KURWA NIKIM!
Trz...







Podnoszę powieki. Lecą mi łzy, nie jestem przyzwyczajona do światła. Podnoszę się na na pozdzieranych dłoniach, nie czuję nóg. Głowa mi pęka, jakbym wczoraj popełniła - już nie pierwsze samobójstwo, strzałem w myśli. Ale przecież tak ich nie zabiję, to głupie.
Zamykam oczy, kładę się z powrotem na betonową podłogę. Zimno. Lodowato. Widzę czerń, taką jak Twoje przezroczyste źrenice.



bełKOT




Kotpowroty

niedziela, 31.października.2010, 10:19


patrzysz sercem i dlatego cie boli
od patrzenia są oczy, nie serce
od bólu są pigułki, nie przyjaciele

głupku.

wszystko na nowo się jątrzy.
jak ten wrzód cholerny.



bełKOT




Kotwyblaknij, to znow cię pomaluję/czwartkowe

sobota, 16.października.2010, 12:24


Czy to ta sobota, na którą tak bardzo czekałam? I nawet nie chce spaść deszcz, żebym żałowała mniej. I przede wszystkim nie dzieje się nic, co utwierdziłoby mnie w przekonaniu, że robię źle.

Robię to, co wymaga ode mnie największej odwagi, takiej, której jeszcze nigdy nie wykazałam. Tak, pragnę życia, wciąż chce wierzyć w sens, ale tylko marzyć może mi się świat tonący w uczuciach. Z angielską kulturą twardo się przekonuję, że "I'm fine, thanks", że mam jeszcze jedną półkulę, że istnieje lewy racjonalizm w przewadze.

Nastają złe czasy, ale dziś ostatni raz się ucieszę, ostatni raz i przytrzymaj mnie, gdy będzie inaczej. Ostatni raz siądę z wami, ostatni raz z wami się napiję, więcej nie oczekuj ode mnie, stracony świecie, niczego. Na pewno nie szukaj we mnie zrozumienia, dobra, przyjaźni, miłości, czegokolwiek, co jest dobre. Spierdalaj, spierdalaj, spierdalaj, odejdź ode mnie z całym swoim pięknem, dobry świecie, opuść mnie, spal moich przyjaciół, zabierz znajomych, skłóć z rodziną, odbierz mi resztki człowieczeństwa, wtedy będę Ci wdzięczny, poniż mnie, zmiażdż, daj zupełny brak kontaktu, brak zobowiązań, brak.



bełKOT




Kotpół na pół

sobota, 2.października.2010, 23:00


jesteśmy
półprawdą
pół żartem pół serio

ja jestem pół i Ty jesteś pół...



może ktoś tak zgrabnie pstryknie palcami i przestanę być idiotką?



bełKOT




Kot.ja umarło na ja.

sobota, 11.września.2010, 14:47


niech mi ktoś powie, że jestem prawdziwa
a nie szklana, jak szklane mogą być oczy albo jak szklana może być szklanka
że będę wolna i będę latać
że przejdę na drugą stronę
że ucieknę przed dobrem i złem
że przepłynie przeze mnie deszcz
i że zrzucimy się na fajki
nim pęknę

proszę

uratuj mi życie
policz rzęsy
zajrzyj pod powieki...

zobaczysz źrenice tak małe
przez które nie da się oglądać świata

wszystko jest czarne

jestem złym człowiekiem



bełKOT




Kotmoje życie jak "A" i "Z", bez reszty w środku

niedziela, 29.sierpnia.2010, 14:23


Mógłbyś przyjść i pozbierać mnie z podłogi albo położyć się obok. Tak. Zamknę oczy, a Ty mi opowiesz, co działo się dalej, z ludźmi co gubią się we własnych butach i chodzą boso po ulicy o godzinie nic. Bo mną się trzeba zająć. Zabrać papierosy, zgasić światło, opowiedzieć bajkę, użyczyć swej piersi. I tak do rana... Bo jestem przerażona tym czasem, jego ilością, jego bezsensem. Bezsensem z przesłaniem. Czymś, czego być nie musiało. Czymś, bez czego od miesiąca noce są bezsenne i paskudne. Czymś, co wyżarło mi życie spomiędzy 'A' i 'Z'.






Cóż. Generalnie to masz dziewczyno problem z własnym popierdoleniem i lakierem do paznokci, który nie chce odpadać, podczas tych rzekomych nudnych wieczorów, kiedy pada deszcz. Jak ja pierdole...



bełKOT




Kot...a jutro znowu pójdziemy nad rzekę.

poniedziałek, 19.lipca.2010, 23:44


ciepło powoli buchające z ziemi.
kiedy czuje się najmniejszy podmuch wiatru na skórze
kiedy każde dotknięcie ciągnie za sobą dreszcz od stóp aż do czubka głowy
a świat nie istnieje.

bo w Twoich oczach moje "ja" odbija się zupełnie inaczej
bo dzielimy razem jeden rękaw i po jednej dłoni
bo to wszystko jest za późno, za szybko
bo tak.

mój oddech na Twoim lewym ramieniu i przed siebie
żyję, żyjesz, żyjemy
i już.

i od jutra nie będzie "do jutra"
moja głowa to krajobraz po bitwie
wypalone dziury
wystające gwoździe
czy jeszcze dalej wyliczać mam?

zakopałeś kilka dołów
ale nie pierdol, że rozumiesz
wpadnij jeszcze kiedyś poniszczyć się ze mną
bez znieczulenia.



bełKOT




Kotdevour

niedziela, 2.maja.2010, 01:10


Świat nie jest mały. Jest ogromny.
Horyzont to nie kołnierz. Jest o wiele dalej.
Ty to nie ludzie. Ich jest mrowie.
Ludzie to nie ty. Jesteś jedno.
Świat kręci się wokół słońca.
Powietrze to trucizną.
Z każdym tyknięciem.
Odbiera.
Nawet
nie
wiesz,
nie
znasz
kosztu.
Gdy przesuwają się ranki i wieczory, przesuwają śniadania i kolacje, rozjeżdżają oczy.
Gdy przecinają się dni przez głuche telefony i przebłyski geniuszu.
Gdy w żyłach płonie ogień, a świat widzę jak wybuch.



bełKOT




Kotcut cut cut

sobota, 24.kwietnia.2010, 22:01


zamieszkać z Tobą, gdziekolwiek.
robić Ci zdjęcia i kawę z rana, na bosaka, w dużo za dużej, Twojej koszulce, z petem w zębach i potarganymi resztką snu włosami.
całymi dniami biegać w rozciągniętym swetrze i bez makijażu.
być zawsze trochę za chudą i ciut niewyspaną.
a wieczorami jarać blanty na tarasie i mruczeć na Twoich kolanach.
zasypiać późno i późno wstawać.
nie odmierzać już dni, godzinami, bez Ciebie. NIGDY.
głaskać się po policzku i dmuchać w uszy, i patrzeć jak śmiesznie się wtedy denerwujesz.
przykrywać Cię kocem, kiedy zaśniesz za wcześnie.
odgarnąć Ci kosmyk włosów z twarzy.
śmiać się z Tobą z całego, pieprzonego świata.



bo mimo tysiąca zmian najbardziej się boję zderzeń z rzeczywistością. bardziej niż wypadków samochodowych i katastrof lotniczych.



bełKOT




Kotwiśnie, piołun i curry

piątek, 23.kwietnia.2010, 17:30


czas stał się oczekiwaniem.
i co mała, czyżby kolejna dziurka w serduszku?
nie, to chyba nie Twoja wina, że jesteś chujem bez serca
no mała, czyżby powtórka z rozrywki?
najdziwniejsze jest tylko to, że ty wcale tego nie lubisz, mała
ty wcale tego nie chcesz
za dużo rzeczy wiesz, zbyt wiele rozumiesz, świadomość boli
Twoja głowa
a ta dziewczyna
przecież brzmiała jak tytuł filmu z hepi endem, a przecież jest wiosna
przecież nie masz jeszcze zmarszczek,
przecież strachy ukryłaś w szafie, w starym pudełku po butach.

Znów nadałaś sobie prawo do palenia papierosów i używania wulgaryzmów, pewności siebie ponad normę i upicia się do cna. Nie pogardzisz też piciem wina w piaskownicy o piątej piętnaście nad ranem.



bo to wszystko jest chore.



bełKOT




KotTwoje oczy lubią mnie, i to mnie zgubi.

niedziela, 18.kwietnia.2010, 12:58


Bezsenność doprowadza mnie do szaleństwa. Miesiące do wycięcia z życiorysu, nożyczkami. Ciachu-ciachu i po strachu... Biorę swoje dni w dziesięć palców u dłoni i tygodnie z życia oddam za te kilka godzin rozmowy po nocy. O niczym niby. Zmarszczę powieki, a rano znów nie będę nic pamiętać. Może spotkam Cię za rogiem, gdy będę przekreślać krokiem ulice, a może zadzwonisz. A może nic się nie stanie. A może polubisz moje pozalepiane kostki. A może tym razem nikogo nie zawiodę, a może nikt nie zauważy. A może jestem czarnym charakterem w tej bajce?

Dwadzieścia tysięcy słów, które są ucieczką.

Ucieczka to metoda i w zasadzie to raczej nigdy tego nie negowałam. A może dobra, a może zła. Najgorsze są tylko te półrozwiązania, i te półstany w połowie tłoka, niezdecydowane kroki gdy nie ma koki.
i w zasadzie to:
"ładnie" jak ktoś chciał mnie uratować
to za każdym razem jest "ładne"
robię "ładne" zdjęcia
"ładna" ta nasza niemiłość
"ładna" naiwność, "ładna" głupota
o patrz, jaki "ładny" dres idzie!
i jaki "ładny" wpierdol mogę zaraz dostać
a jak "ładnie" mi nie wychodzi, nic a nic, no "ładnie", doprawdy
więc proszę o "ładny" uśmiech
póki masz jeszcze te swoje "ładne" ząbki...


piękne oczy, piękne kłamstwo.



bełKOT




KotI...

sobota, 17.kwietnia.2010, 00:22


...enigmatyzm, kolokwializm, gra w ostatnią literę przez niedomówienia.
Ja bym go... Ja, wbrew pozorom, nadal... Ja nie jestem głupia... Ja po prostu...
MartwięsięTobąbowcaleniepowinnamboCiękochamkurwajegomać!
MartwięsięTobąbowcaleniepowinnamboCiękochamkurwajegomać, wychodząc na przeciw "zalanemu poniedziałkowi" i przeznaczeniu być może. A tymczasem odsuwamy się, coraz bardziej, wiesz? No tak... ale Ty tego nie widzisz. Tobie wystarczy, że jesteśmy tak blisko, że nadal oboje trzymamy nić... Urwie się tak szybko, że nawet nie zauważysz. Potem nie będzie już czego ratować, ale...












poukłada się, poukłada się, poukłada się, poukłada się. Śpij spokojnie, Kocie...

Pierdol się! Nie umiem żyć tak, jak bym chciała. Nie umiem tego strawić. Więc strawię sobie mózg. Tak, tak jak miało być. Miało? Musi. Nawet jak nie będzie dobrze, to będzie jakoś. Bez mózgu (lub ze strawionym) zawsze łatwiej wbić sobie pazury w pozostałości klatki piersiowej i wyrwać sobie serce, zanim zdąży się je wyrzygać. A później to już z górki, kilometr pod ziemię, prosto do mojej pogrzebanej psychiki.

Bynajmniej.

A wiesz co jest jeszcze śmieszniejsze? Jeszcze śmieszniejsze jest to, że jakieś 91% ludzkości, znając choć trochę mój obecny tryb 'przeżywania', nie dałoby mi więcej niż dwa lata jako-tako normalnego życia, ponaglone około rocznym funkcjonowaniem w postaci wegetacyjnej, tzn. zbzikowanej, bezmózgiej roślinki karmionej przez rurkę, podłączonej 24h/7 do jakiegoś tałatajstwa?

Dobre, nie?

A potem: tup, tup, tup... - nie ma.
Nic. Nie ma.
Było.
Nie ma.
Nic.

Niesamowite.



bełKOT

 

 

 

Archiwum

2009
grudzień (2)

2010
styczeń (8)
luty (7)
marzec (8)
kwiecień (7)
maj (1)
lipiec (1)
sierpien (1)
wrzesień (1)
październik (3)
listopad (1)
grudzień (1)

2011
luty (2)
kwiecień (1)
czerwiec (3)
lipiec (1)
sierpien (5)
październik (1)
listopad (3)

2012
styczeń (1)